Zakup
Dodane przez Wierszopis dnia 01.06.2009 10:35
Kupiłem na placu targowym,
woniejącym pomarańczami,
nimb i skrzydła cherubina,
sprzedawca w mocy taniego wina
zaklinał się że mało ich używał,
jako prawowierny izraelita
pilnował tylko drzewa życia.

Sprzedaje bo musi, bez pracy
odkąd Ewa, nie upilnował,
kto by takiego strażnika wynajmował,
wąż i jedna słaba kobieta.
Nimb tak po prawdzie to znalazł,
gdzieś w bliskich okolicach raju
więc za półdarmo go oddaje.

Gdybym zechciał to ma jeszcze
na składzie trąbę archanielską,
nie bez obaw, była już niepotrzebna,
no lekko przerdzewiała i pogięta,
ale jeszcze można zadąć.

Iść już musi, no chleb kupić,
i do popicia,
trza mieć coś z życia,
i zapomnieć.

Odszedł chwiejnym krokiem
mrucząc pod nosem,
błogosławieństwo lub przekleństwo
a może tylko prośbę?