Biały wiersz
Dodane przez sykomora dnia 29.07.2009 19:41
Wciąż wypatruję i słucham, coraz głębiej sięgam,
gdzie kwiaty dzieci kobiety w płynnych poruszeniach
tracą ostrość, przepowiednie głuche jak interwał
między łoskotem a błyskiem, więzione na łęgach
błędne ogniki, dryfują, jeszcze światłocienia
szukam w kępie żabieńców, lecz im głębiej sięgam,
tym oczom trudniej do brzegu. Z wodorostów pręga
wchłania się, znika, z tej strony biel obraz zaciera,
przepowiednia traci ostrość, głuchnie. Jak interwał-
usiłuję go wytrzymać, aż urośnie w żebrach,
dojdzie oktawy i pęknie, uwolni z ościenia
przywidzeń, przesłyszeń - ten ton, który tak wciąż sięga
po mnie. Przez pęcherzyki, przez włókna, nerwy, ścięgna
bruzdy żłobi, potem wraca. Do ciebie. W żółcieniach
brzegu traci ostrość. Blednie. Głuchnie jak interwał,
czeka. Nim wybrzmi składana na dwoje przysięga
nie zawołasz, nie napiszesz swojego imienia,
choć słucham i wypatruję, coraz głębiej sięgam,
tracą ostrość przepowiednie, głuchną jak interwał.