Wszyscy jesteśmy ze Lwowa
Dodane przez Jędrzej Kuzyn dnia 10.02.2010 18:10
Na przejściu granicznym w Krościenku
powietrze zabiera wilgoć z pobliskiej rzeki.
Nowa zmiana, każdy w mundurze i podparty na papierosie.
Bagażniki otwarte, czekają na penetrujące
spojrzenia władców tej małej ojczyzny.

Przyglądam się ukraińskiej celniczce.
Ma surową twarz, ale jest w niej coś podniecającego.

Może to początek Azji?

Z okna autokaru bieda jest piękna. Piękna
jeżeli nas nie dotyczy. Możemy ją wstawić w ramy estetyki
i zapisać w gablotach pamięci. A potem opowiadać o tym
tak jakby się pisało esej. Widoki domów i małych
drewnianych cerkiewek skupiają uwagę,
aż chciałoby się krzyknąć do kierowcy by jechał wolniej.
Ale jak tu rozpędzić się na szosie
gdzie więcej dziur niż asfaltu.
Nazwy miejscowości takie znajome. W jednej z nich
urodziłem się. Stary Lubin na Dolnym Śląsku i Stary Lubin
tutaj. Stara Sól na Ukrainie i Nowa Sól. Przesiedleńcy zabierali
ze sobą wszystko. Nawet nazwy.
Mieszkają we Wrocławiu, a kiedy wychodzą na ulice
to tak jakby wychodzili we Lwowie. I dziwią się, że
zabłądzili. I za każdym razem pytają się o drogę. Jak
dość do siebie i sami sobie odpowiadają. Prosto. Potem
zawrócić i tam będzie serce.

Dojeżdżamy do rogatek. Rozległych jak step.
Potem już miasto. I wszystko mi się pomieszało,
co było pierwsze czy kościół świętego Jerzego,
czy kamieniczka Herberta, cmentarz? Może opera?

Przecież we Lwowie wszystko było pierwsze.

Pod pomnikiem wieszcza stary mężczyzna pyta
czy jesteśmy z Polski? W Polsce był podczas wojny.

Pod opera znów jego dobra twarz i wyprężone ciało.
Wziął nas na celownik. To ile ma pan lat
pytamy z niedowierzanie? Rocznik 1920 odpowiada,
przeliczamy, że to prawie dziewięćdziesiąt.

Jest w tym coś wzruszającego i smutnego. Patrząc na
na starą dobrą twarz przypomina mi się ojciec.
Można powiedzieć, że wszyscy jesteśmy ze Lwowa.