Zmierzch znajomego krajobrazu
Dodane przez 0tis dnia 12.02.2010 21:26
Twarz pomarszczoną falami gładzę ręką,
rozproszone odbicie słońca, nie razi już
słabszych oczu, zapatrzonych w swój cień.

Duszno było, więc wybiegłam z domu w pośpiechu.
Pierwsze skoki na głęboką wodę nie były udane,
piekło ciało. Brodząc po dnie, wyczołgałam się
na pewniejszy brzeg.

Rozłożyłam koc. Pociechy budowały zamki na piasku.
W zrywie burzy uciekały pod drzewo, po kroplach deszczu,
odciśnięte ślady, osuszał wiatr. Patrzyłam bez wyboru.
Jak dzieci wysysały słomkami z foliowych torebek napoje,
jadły w biegu kanapki i rozgrzane słońcem, pędziły znów
na wyścigi z uśmiechem, w odbicie falującej zieleni.
Wychodząc z kąpieli dygotała szczęka, nie przeszkadzała
zlizywać porozrzucanych promieni z lodów, nabytych w kiosku.

Bujając się na falach, młode ptaki zniknęły z oczu.
Łapię w przelocie odgłosy, pośpieszne pocałunki
przy okazji, przyzwyczajam na ostatni zimny.