Nie dziwi nic
Dodane przez 0tis dnia 28.08.2010 18:33
Budzik pieje, trąca łokciem w żebra. Jak wibrator golarka brzęczy -
zmywam w łazience sen. Kilka słów w przelocie i po schodach spływa
cień. Za drzwiami powietrze rzeźwi; na trawie zdeptana rosa. Mrówki
na przystanku gonią okruchy. Ziemia wirując nie patrzy na znikające ślady.

Wskakuję w czternastkę. Szmer głosów cyka jak nakręcony zegarek.
Ruszam z miejsca: syk drzwi, powolne bujanie, skrzypienie hamulców,
łapię przeciwwagę wycierając ręce z kurzu. Dalej można jechać: z wózkiem,
do przedszkola, do szkoły z plecakiem, na studia, na wesele z pożyczką.

Ciężko, gdy kac i rata doganiają, kierownik za plecami patrzy na ręce.
Obiad w domu czeka, a ja kończę zmianę w barze. Sąsiadka niebem
potrząsa. W oknach przeciągi wichrzą fryzury. Szukają dróg zranione
stopy. Jak zawsze pokłócę się z żoną o pilota. osłodzę ciastkiem złość
i pobiegam w necie. Żona zaśnie, zaklnę, że sex rzadki jak moje włosy
przespała.

Święta - wywróciły dom na głowie. Nikt się nie smuci, tylko cisza. Wnuczki
gonią na zmianę płacz z uśmiechem. Dzieci zdobywają świat, nie widzą, że
wszędzie tak samo. Ciągła gonitwa zostawia człowieka w tyle. Pieniądze -
jak sztuczne ognie przenoszą w inną krainę, gdy zgaśnie blask - na niebie
zwykłe gwiazdy (też łzawią).

Wystrzelony szampan dobił rok, śmieję się (z tego) w oczach żony,
tańcząc widzę jak strzelają fajerwerki, przez tyle lat
goniąc jej uśmiech wcale mi się nie nudzi.