Ekwilibrystyka
Dodane przez parasomnia dnia 09.11.2010 08:35
Z uporem unoszę sny,
aby w progu dnia
nie ustały.
Widzę Twoją twarz,
mój śmiech
na ulicy Sabały.
Widzę wantę,
na Zamarłej Turni
mnóstwo ludzi
zmiażdżone dusze,
których nikt nie
obudzi.
Odrywani od skały
trzask metalu
chrzęst krwi
inercyjny lot.
I nagle
budzę się sama
pada deszcz
patrzę na Twoja skórę,
za wszelką cenę
unikając dosłowności
deklamuję:
tam jest rzeczywista śmierć.