Z tym swoim rigor mortis bywamy śmieszni
Dodane przez Wierszopis dnia 21.11.2011 00:18
Samobójca zmęczony lotem zmarł w drodze do raju.
Dla niego kwiaty, zwiędłe wieńce z przemarzniętych
do kośćca granitów. Kalendarze pędzone jak bimber,
wypaliły dziury w koślawych trotuarach.
Po nich starzy ludzie w poplamionych swetrach
przemykają w cieniu młodości. Płaszcze podszyte
ironią łopoczą na wietrze. Wyprowadzić sztandar.
Po nas też zostaną puste krzesła, trzeszczące przemijanie.
Od kiedy w piaskownicach zakopaliśmy sny, tylko dłuższa
chwila, czasu do marnowania tak na dwa palce.
Tymczasem grabarzom drętwieją ręce. Zapowiada się
martwy sezon, a tu nawet siarczyste splunięcie nie pomaga.
Pozostało pisanie wierszy na śniegu, czaszka Yoricka
prawdopodobnie uśmiecha się półgębkiem.
Poezja - to brzmi dumnie w odmianie przez przypadki,
nawet w tak nieszczególnym miejscu. I w mało
sprzyjających okolicznościach. Zbyt patetyczne
na epitafium, w sam raz na rozgrzewkę.
Pod warunkiem, że zabrakło na setkę i śledzia.