TENERIFE PRAGNIEŃ
Dodane przez Grzegorz Moss dnia 26.06.2026 10:14
Gdy rozkwita tułaczy, nasz Atlantyk pragnień
- gdzie wzrokiem bezmiar, a policzki skwarem -
sztorm nas nie zniewoli, tylko ptaki, tylko żagle,
aż znajdziemy nocą - nasze Puertito.

Owiń lustro oceanu ornamentem tarasów,
czernią piachu Candelarii, pieczęcią wąwozu.
Od klątwy wulkanu - chwilowych roziskrzyj Teidą,
twarzami Guanczów naskalne raduj ziele.

Karm cieniem jaskiń pokonanych i zwycięzców,
a wątpiących... obsydianem odzyskanej nadziei.
Chwal skałę chwałą skrzykniętą nad głową
- zmęczonych - białym kolumbarium Arafo.

Choć nie brak plaż rześkich i przepaści słów,
i łąk mlecznych tu skąpo, i modrzewia lasów
- zwodzonych nie syć poręcznością lawy,
grafitowa, już szumi naszymi imionami.

Z Santa Cruz strzelistego auditorio natchnienia,
zdrożoną przeszłość odkup ażuru balustradą,
dachami, ogrodami Orotavy, a na spoczynek
ściel wybladłym, rozgrzany brzeg San Marcos.

Gwizdem, krzykiem bezdomnych ogłoś los loterii
- nam w cafeterii, krzesło czekoladowej otuchy.
Parkietem, fiesty znów młodszych, rozkołysz.
- Tylko ostrożnie - solo débil, solo débil.

Skowytem pasatu - ujadaniem wietrznej czujności -
spuść na nas wściekłe, spienione psy fal Hidalgo
i prowadź oniemiałych - przez otwarte skałą -
strome na oścież, okno oceanu.

Obyśmy się nie spóźnili, i... zdążyli na czas.
Mchami się zakorzeńmy, owocujmy korzeniami,
czepiajmy się porostami tych skał zaradnych,
ścieżek lekkomyślnych i wiatru, póki nasz.