 |
dnia 22.01.2009 23:05
"umieramy i rodzimy się od nowa" jako pierwszy wers może być
"nasze myśli ulatują hen" tu zaczyna się być troszkę śmiesznie i pusto-słownie, czy autor przemyślał, co to tak na prawdę znaczy, że czyjąś myśl (pomilczmy kwestię generalizacji i wkładania wszystkich do jednego worka) dla niego samego, ulatuje i to "hen" (cokolwiek w tym wypadku znaczy ten wyraz)? Czy ów ktoś, jest tego świadom, a jeśli nie, kto jest w tym przypadku "obserwatorem" zjawiska? (nie wiem, na ile wyraziłem się dostatecznie jasno).
"odradzamy się w codziennych powrotach
do nas samych istniejących jak sen" ten dwuwers sugeruje, że my wszyscy według peela istniejemy jak sen (cokolwiek to znaczy) i że przychodzi czas (kiedyś tam) w którym powracamy do siebie (co w konotacji z poprzedzającymi wersami sugeruje, że jesteśmy tymi myślami, które wcześniej uleciały, a więc na czas ich nieobecności, nas nie ma) i wtedy stajemy się kim/czym? Pachnie mi to nieprzemyślanym neoplatonizmem.
Dalsze cząstki powielają i powtarzają, nie mam ochoty wejść w nie głębiej, odnoszę bowiem wrażenie, że będzie to, jak rozmowa fundamentu budynku z jednego kraju ze ścianą budynku w innym.
Do tego dochodzą wątpliwe budowanie zdań, język niezbyt wyszukany, problemy z obrazowaniem, nielogiczna wersyfikacja, przy braku interpunkcji iin., ale oczywiście to tylko moje wrażenia, bo rozumiem, że autor ma inne zdanie, skoro tak, a nie inaczej zmontował swój tekst. |
dnia 22.01.2009 23:16
Hen to pewnie (daleko te myśli ulatują), tak jak moje od tego tekstu bo nie zatrzymał.
pozdrawiam |
dnia 22.01.2009 23:32
Wyjątkowo nieciekawie ujęty temat. Wtórne. |
dnia 23.01.2009 15:20
tak,powiedzmy ,średnio... |
|
 |