|
Wychodząc z lasu pewnej ciemnej nocy,
Ujrzałem różę pośród koniczyny,
Różę przepiękną, z tajemniczej mocy,
Różę podobną do pewnej dziewczyny.
Imię jej było dwadzieścia i dziewięć,
Córką Potężnych ją zwali bogowie,
Bo swą urodą potrafiła ująć,
Gdy ją ujrzałeś, to żyłeś w połowie -
Tylko fizycznie mogłeś egzystować,
Duchem swym ciągle chciałeś przy niej stanąć,
Chwilę poznania zacząłeś żałować
oraz przeklinać! Bo dałeś siebie wziąć,
W urok nieczysty, tej olsztyńskiej Wenus,
Wenus o włosach blond, jednak ciemnych,
Miękkich i gładkich, jak na królową muz
przystało, ona zachwycała wszystkich!
Stoję w tym polu, jestem zakochany,
Widzę jej ciało w szmaragd przyozdobione,
Jej wdziękiem w duszy jestem wciąż głaskany,
Widzę jej piersi w turkus ozdobione.
Jak łabędź młody zgubiwszy swą drogą,
Leci na oślepi i znajdzie Afrykę,
Tak ona biega - powiedzieć to mogę -
Stukotem stóp swych tworząc mi muzykę.
Mżawi tu z lekka, lecz jej nie przestrasza,
Bosa i naga w koniczynie stoi,
Wszystko zielone do grzechu zaprasza,
Może to prawda? Może mi się roi?
Nie wiem co widzę, a co tylko czuję,
Jednak przeczucie me jest nieomylne,
Podejdę do niej, zaraz się zbuduję,
Podejdę do niej zaraz - to jest pilne...
I nie podszedłem, bo się rozpłynęła,
Moja Kamilka na innym jest planie,
Kiedy spojrzała na mnie to zniknęła,
I zostawiła mnie już w takim stanie...
Dodane przez AugustusRex
dnia 30.03.2010 08:54 ˇ
3 Komentarzy ·
295 Czytań ·
|