|
Jej powykręcane dłonie zapaćkane nową fascynacją,
frustracją życia,
oszalała zimną furią,
gdy piła chłodną, bezlitośnie czystą duszę
jak dusza świętą być może,
ratowała szczęśliwych przed pychą,
złą czy niezłą
nazwać ją możesz.
Zrobisz co zechcesz, w las bezgranicznych pragnień,
pójdę, Ja, ze swym nożem,
dotrę po świcie, umrę w południe, wieczorem się zbudzę,
zastanę nowy dzień jak dzień pięknym być może.
Znów odejdę i wrócę,
skłon oddam pokorze, zakocham się w Tobie,
rozrzucę me włosy, otulę tu i ówdzie,
a więc chodź za mną, za mną mój chłopcze,
ona, złoży Ci swą nogę, abyś czule jej dotknął,
wzrokiem od tak sobie.
I znów się obudzę,
namieszam jej w głowie jak Tobie to robię
co wieczór,
poczujesz bolesny skurcz w prawej nodze
i pragnienie Twe zniknie
jak znikam ja w słońca zenicie,
razem ze mną,
we dwoje, choć oddzielnie,
zginiecie.
Być może to dobrze.
Dodane przez mufloon
dnia 15.11.2010 18:20 ˇ
9 Komentarzy ·
427 Czytań ·
|