|
Nigdy nie znalazła czterolistnej koniczyny.
Jej uszy nie były elfie
tylko odstające. Włosy miały popularny pigment.
Kilka razy chciała przybliżyć solniczkę siłą woli,
ale wyzwalała jedynie wolę siły.
Myślała, że przyszłość jest z tyłu,
a patrzymy w przeszłość.
Zasadziła topolę przed oknem swojego pokoju, żeby połączyć wymiary.
Gdy wiało, zapisywała słowa.
Nie szukała sensu. Nie wierzyła w ofiarę.
Czasem wstawała wcześnie i słuchała świtu,
deszcz przyklejał spodnie do jej nóg.
Chciała być dzieckiem kukurydzy,
ale urodziła się w szpitalu,
2600 gram, córka rodziców, wnuczka dziadków, krewna Pana Boga.
Święta po mieczu, po kądzieli
i przez siebie samą.
Nikt nie wie, co się z nią stało. Może dalej szuka,
przecina nożem końcówkę języka,
zaklina w wyobraźni,
trąca chmury długimi palcami.
Spódnica łopoce w rytm kłosów pszenicy,
kosmyki włosów smagają ją po twarzy.
Do nogi klei się dziecko z odstającymi uszami,
święte po rodzinie,
zwyczajne po myśli.
Dodane przez mia paciorek
dnia 20.02.2011 00:24 ˇ
8 Komentarzy ·
420 Czytań ·
|