|
Moja stopa,
stoi uchyłkiem nad krawężnikiem dnia
i przedświtu.
Rzuca za burtę,
nieszczęśnikiem jestem, widzę horyzont, rzuca mnie
wiatr.
Oczy wilgotne,
w oknie statku, widzę pędzący, jasny
świt.
Może zobaczę,
znów ujrzę, poranną, zaspaną twarz,
w lustrze.
A za mną,
patrzę w górną część lustra, to chyba
dzień.
Na niebie
stoi, choć chce spaść, jaskrawy uśmiech
księżyca.
6:00 rano,
słońce bije moją twarz, promieniem
jaskrawym.
W oczekiwaniu,
płacząc, wspominając, nie chcąć żyć,
czekam na noc.
Dodane przez Xeo
dnia 22.05.2011 06:35 ˇ
4 Komentarzy ·
308 Czytań ·
|