poezja polska - serwis internetowy

STRONA GŁÓWNA ˇ REGULAMIN ˇ WIERSZE UŻYTKOWNIKÓW ˇ IMAK - MAGAZYN VIDEO ˇ AKTUALNOŚCI ˇ FORUM ˇ KSIĘGARNIA "POEZJA"Piątek, 20.09.2019
Nawigacja
STRONA GŁÓWNA

REGULAMIN
POLITYKA PRYWATNOŚCI

PARNAS - POECI - WIERSZE

WIERSZE UŻYTKOWNIKÓW

WIERSZE /VIDEO/

PIOSENKA POETYCKA /VIDEO/

IMAK - MAGAZYN VIDEO

WOKÓŁ POEZJI /teksty/

WOKÓŁ POEZJI /VIDEO/

RECENZJE UŻYTKOWNIKÓW

KONKURSY 2008/10 (archiwum)

KONKURSY KWARTAŁU 2010 - 2012

-- KONKURS NA WIERSZ -- (IV kwartał 2012)

SUKCESY

GALERIA FOTO

AKTUALNOŚCI

FORUM

CZAT

KSIĘGARNIA "POEZJA"

LINKI

KONTAKT

Szukaj


Ostatnio dodane Wiersze
przysłowia - aforyzmy
lat ledwie kilka
perseidy
Odloty i niecodzienn...
Z bandą młodych…
Wóz filozofów, cz. III
porwany życiorys
Mi dip
Powiedz
Z życia wzięte
Wątki na Forum
Najnowsze Wpisy
HAIKU
slam?
spontany
Co to jest poezja?
EKSPERYMENTY
FRASZKI
Blues
"Co to jest poezja?"...
,, limeryki"
Ekhm...
Licznik odwiedzin
[licznik]
Wiersz - tytuł: Mówię każdemu
I. Sbalorditivo

...po czym ksiądz zgwałcił Barbie maskotkę -
hajcują temat płachty Wymiotne:

Kiecę potargał, odkręcił główkę -
"Halka jak lalka wielce pasowne..."

II. Heronymus Bosch "Droga Krzyżowa". Trzeci upadek

Toczy się akcja "Gumowe Ucha":
który już farosz brzdąca wyrucha?
Grosik na tacę, z srajfonem w grabie -
liże się Adaś... Zzznnowu szmal ssskkapie
Dodane przez abirecka dnia 25.05.2019 16:17 ˇ 15 Komentarzy · 574 Czytań · Drukuj
Komentarze
Grain dnia 25.05.2019 16:29
Odbiegając nieco od meritum

Niektórzy lewicowi działacze uważają, że rodzenie dzieci jest szkodliwe dla klimatu. R.A. Ziemkiewicz
Ooo dnia 25.05.2019 18:28
Od ruchania do rodzenia droga daleka.
A na przekór: mówię każdemu bo nie mów nikomu.
I nie jest to zaskakujące. Trza zająć stosunek.
Świętojebliwy wzdryga się oponent.

Pozdrawiam adiuele
Robert Furs dnia 25.05.2019 19:28
w dzieciństwie znałem takich, którzy do księdza chodzili by sobie dorobić do kieszonkowego, dzisiaj nie słyszę aby się skarżyli, :) pozdrawiam,
adaszewski dnia 25.05.2019 20:13
JEZU, że tak zacznę do rzeczy, jaki wiersz, jaki krzyk, odgrazywanie się wręcz,
za odwagę, wobec Samej Siebie, pochwa!
Pochwalam!
Ola Cichy dnia 25.05.2019 20:16
Ba.
Co za głos.
O.
;))
zdzislawis dnia 25.05.2019 20:17
Trochę takie wulgarne. Pozdrawiam,
Janusz dnia 25.05.2019 20:26
Statystyki wskazują, że zdecydowana większość czynów pedofilnych jest popełniana w rodzinach: przez ojców, ojczymów, dziadków, wujków i przyjaciół domu - czyli przez osoby, znane i bliskie dziecku. Reszta stanowi około 10 %. Pedofilia wśród księży to ułamek procenta całości - co oczywiście jest o ten ułamek za dużo, zważywszy na szczególną, moralną odpowiedzialność ksieży. Ale przedstawianie sprawy w ten sposób, jak to się dzieje obecnie, to nie walka o dobro ofiar, a po prostu pretekst środowisk lewackich do walki z kościołem. Co zresztą nie jest niczym nowym i trwa pod różnymi pretekstami od zarania jego dziejów. Może więc warto spojrzeć na problem trzeźwiejszym okiem, niż robi się to obecnie.
Moc pozdrowień.
PaULA dnia 25.05.2019 21:00
Nie powinno tak być, to powinni być najbardziej czyści ludzie i nie ważne ile procent. Myślę, że trzeba mówić, krzyczeć, pogonić kota. Pozdrawiam:)
bezecnik dnia 25.05.2019 21:20
"...który już farosz brzdąca wyrucha..." o ile chodzi o gwarowe określenie osoby duchownej, to chyba jednak powinno być farorz
Co do meritum- za Ooo i PaULą
Serdecznie
abirecka dnia 25.05.2019 21:38
Bezecnik, nie upieram się, że farorza zapisałam nieprawidłowo, ale wśród Nieślązaków tak to się jakoś potocznie utarło :)
Tak jak w Polsce centralnej "halniak"!

Ooo
oraz PaULA mają bezwzględną rację, zdarzają się jednak tzw. krety jak tych 9 duchownych z filmu panów Sekielskich zarejestrowanych przez bezpiekę.

Za dotychczasowe komentarze podziękowania piękne :)
bezecnik dnia 26.05.2019 08:36
Moim zdaniem to nie bezpieka zmusiła ich do popełniania czynów zwyrodniałych, było na odwrót. Zboczenie farorzy ubecy wykorzystali do wymuszenia kreciej roboty. Pozdrawiam :-)
abirecka dnia 26.05.2019 12:52
Drogi bezecniku

Twoja odpowiedź? I na tak, i na nie ;) Dlaczego? Przeczytaj poniżej moje posty [fragmenty] w opisywanej sprawie z października / listopada 2013 roku jako lekarz, nie literat, a następnie - proszę - wypowiedz się po swojemu:)

Ja wtedy wątków nie zakładałam, ale wyłącznie nań odpowiadałam. Dlatego, zawieszono mi wówczas konto:

Smakosze niedojrzałych jabłek: studium obyczajowe

W nawiązaniu do uprzednio zasygnalizowanego problemu dot. zboczonych nauczycieli, przypomnę fragment swojego wcześniejszego wpisu:

"O takich, niegodnie wypełniających swoje powołanie typach, mówiło się "świnie". Czytając na [...] różnorakie - mówiąc nader oględnie - mało eleganckie teksty autorstwa byłych nauczycieli, mam ochotę powtórzyć to samo, jak ich niegdyś określałyśmy z koleżankami.

Właśnie: "świnie" szeptało się po kątach opowiadając sobie na ucho koszmarne z nimi przygody, skrzętnie skrywane przed rodzicami, rodzeństwem, wychowawcami (z prawdziwego zdarzenia); zatajało na dziecięcej spowiedzi, i to nie dlatego, że ksiądz był nadmiernie ciekawy, ale dlatego, iż spowiednik - pod rygorem udzielenia warunkowego rozgrzeszenia - żądał od skrzywdzonej dziewczynki, by ta natychmiast opowiedziała o zaistniałym fakcie swoim rodzicom!

Czasem opowiadała, co (prawie) zawsze kończyło się ogromną awanturą, a bywało, że również biciem. W związku z czym o ileż bezpieczniej było powierzyć wstydliwy sekret choćby najbardziej gadatliwej koleżance, która akurat w tym konkretnym przypadku zachowywała daleko idącą dyskrecję. Ją bowiem także, o ile podobna przygoda nie spotkała, to w każdej chwili mogła się wydarzyć.

Kim zatem były owe "świnie" i co ich charakteryzowało? Ciż panowie zawsze mieli pełne gęby okrągłogłowych frazesów. To oni przygotowywali rozmaite obchody [np. z okazji kolejnej rocznicy Rewolucji Październikowej] prowadzili szkolne koło T[towarzystwa] P[przyjaźni] P[olsko]-R[radzieckiej] organizowali akademie programowanego załgania, niekiedy redagowali - w imponującym nakładzie jednego egzemplarza - gazetki szkolne. Podczas obowiązkowego pierwszomajowego marszu najskrupulatniej sprawdzali listę obecności.

Uczyli przeważnie: przysposobienia technicznego, przysposobienia wojskowego, śpiewu, wychowania fizycznego, tzw. wiedzy obywatelskiej, propedeutyki filozofii. Zdarzało się, że również historii nowożytnej, wówczas bezlitośni elewi nadawali im wymowną ksywę "kacap", czyli bolszewik, "Felek" [od Dzierżyńskiego] względnie "glina, gdyż - bez wyjątku - byli aktywistami O[ochotniczej] R[ezerwy] M[ilicji] O[obywatelskiej].

Ich wykształcenie? Liceum Pedagogiczne, pomaturalne dwuletnie Studium Nauczycielskie; dwa lub trzy lata studiów uniwersyteckich plus uzupełniające kursy typu wieczorowe studium marksizmu-leninizmu.
Poglądy? Zrozumiałe, iż areligijne; jeżeli pracowali na prowincji - z naturalnych względów - z antyklerykalizmem się nie obnosili, za to na każdym kroku podkreślali swoją wielką miłość do Wielkiego Brata oraz jedynie słusznej partyji, przewodniej siły peerelowskiego narodu.

Wreszcie dochodzimy do ich niepohamowanego apetytu na "niedojrzałe" [dokładniej: dojrzewające] "jabłka" czy mówiąc językiem Prousta "zakwitające dziewczęta".

Oczywistym jest, że nikt nikogo oficjalnie w placówce oświatowej nie gwałcił oraz nikt się do nikogo nie dobierał, ale:

a) podczas szkolnych potańcówek lub innych pozaszkolnych zajęć obściskiwali młodociane danserki, prawili komplementy, a następnie wyprowadzali je "tam, gdzie chłodniej" [np. do kotłowni albo pod schody];

b) ponieważ owi panowie bardzo chętnie zatrudniali się w charakterze kolonijnych wychowawców [na apelach huczeli o dobrodziejstwach władzy ludowej i socjalistycznej moralności, trzymając swoim gadaniem słaniających się ze zmęczenia kolonistów przez godzinę lub więcej] po czym, kiedy dzieciaki wreszcie udały się na zasłużony spoczynek] wtedy pełni werwy "wychowawcy", wraz z podobnymi im towarzyszkami-pedagożkami [nieodmiennie w ilości dwu sztuk] rozpoczynali nocno-kulturalne życie typu picie, sprośne kawały [zwłaszcza na tematy polityczne] i pisane naprędce rymowanki. Przeważnie o intymnych szczegółach kobiecej anatomii [o długości oraz objętości swoich walorów osobliwie skromnie milczeli].

Niezbyt trzeźwe, nieodmiennie w ilości dwu sztuk, ich towarzyszki piskały z zakłopotanego zachwytu, towarzysze rechotali, podszczypując je ukradkiem bądź jawnie, zaś wybudzona młodzież z przejęciem nadstawiała uszu, starając się rozpoznawać głosy.

c) Pewnego razu, po (prawie) całonocnej balandze, jeden z panów instruktorów widząc mnie wychodzącą z umywalni zagaił radośnie na temat zapowiadającej się pogody.
Mimo "kacapstwa" lubiłam pana Antka, na swój sposób miałam do niego (ograniczone) zaufanie, gdyż skądinąd podobało mi się jego [podejrzanie] troskliwe podejście do wielu młodzieżowych spraw.
Odpowiedziałam mu równie uprzejmie i nie mniej radośnie, bo skąd niby miałam wiedzieć, że ten stary osioł zacznie mnie obśliniać?
Szybko uwolniłam z jego cuchnących zastarzałym potem objęć. Z trudem hamując odruch wymiotny, gdyż nie dość, że był niedomyty, na dodatek zionął przetrawioną wódą, i niemal na oślep pognałam przed siebie.

Kierownik kolonii od rana miał inspekcję, więc - nie mając komu się zwierzyć - rozdygotana opowiedziałam o swojej przygodzie pierwszej spotkanej koleżance, której zresztą specjalnie nie lubiłam.

- Świnia - zawyrokowała Krysia - zwykły cham i świnia!

Kilka dni później, zrelacjonowała mi Krysia, identyczna przygoda mogła spotkać i ją. Zorientowawszy się w czym rzecz, dała zwyczajnie nogę.

Z uwagi na fakt, że opisane typiszcza na swój sposób były niezatapialne, to ich ofiary bardzo długo pozostawały ze swoją traumą oraz osamotnieniem.

Więc gdy obecnie czytam "satyry-groteski" cierpiących na rozmaite obsesje emerytowanych pedagogów, mimo woli nachodzą mnie tamte obrzydliwe wspomnienia.

Ich jakoś jeszcze jestem w stanie wytłumaczyć, gorzej z komentatorkami. Czy te kobiety są do tego stopnia ograniczone, że nie widzą w tych, rzekomo dowcipnych pseudo(u)tworach swojej przedmiotowości?

Jeden z moich ówczesnych kolonijnych kolegów, obecnie odnaleziony po latach na jednym z poetyckich portali, przepraszając mnie stokrotnie, bowiem nazwał swoją - uczestniczącą w popijawie wychowawczynię - "starą dziwką", tak się tłumaczył:

- Widzisz, Nelka - co uchodzi facetowi, to już babce surowo wzbronione."

Pedofilia - zbagatelizowane przez bezpiekę nadużycie[/b]

Motto:

Dziecko jest niewinne i nie może być krzywdzone. Bywa krzywdzone, ale to jest niezawinione przez to dziecko - podkreślił arcybiskup. Jak wytłumaczył, został zapytany o sprawę pedofilii wśród duchownych w drodze na posiedzenie KEP. - Człowiek myśli o zebraniu, a tu nagle pytanie i niedopowiedzenie - wyjaśnił."[dot. arbpa Józefa Michalika].

Szkoda, że tak późno dowiedziałyśmy się o tym, Ekscelencjo, gdyż wtedy, wymykając się spod lepkich, ozdobionych (przeważnie) błyszczącą obrączką, spoconych łap oraz śmierdzących, zaślinionych pysków, wgniatane do ścian czymś kolącym nasze brzuchy i pośladki; czymś twardym niby kamień, a jednocześnie cieknącym i śmierdzącym jak pęczniejący groch, my akurat nawet pisnąć nie mogłyśmy, bo...

Bo: kto wtedy wierzył przerażonej małolacie, że ona niewinna? Rodzice, dyrekcja szkoły [często zestrachana, bowiem odgórnie przydzielano jej, wyżej opisanego, mocno osadzonego w partii, gnoja] dalsi krewni, dorośli znajomi?

Wierzyły koleżanki oraz - na swój sposób - uwierzył ksiądz-spowiednik, z tym wszak warunkiem, iż natychmiast oraz groźnie przypominał on długą listę z rachunku sumienia, zwłaszcza punkt: że grzeszy ten, kto "bez ważnej potrzeby nieczystych rzeczy się dotyka na sobie, na innych lub na zwierzętach, albo kto się niewstydliwie od innych dotykać pozwala."

"Dotykać się pozwala...", więc na wszelki wypadek, z ogromnym poczuciem brzemienia grzechu ciężkiego, omijało się konfesjonały szerokim łukiem bądź zatajało o tym "niewstydliwym dotykaniu się od innych", czyli nauczycielskich "świń i capów", dzisiaj opowiedziałam o tamtych przeżyciach mojemu koledze ze szkoły podstawowej, obecnie księdzu proboszczowi w liczącej ponad 20 tysięcy mieszkańców, parafii.

Jak wspomniałam w poprzednim tekście, owi osobnicy miewali nader szerokie pola do popisu: instruktorzy, organizatorzy wycieczek, opiekunowie wszelakich obozów, kolonijni wychowawcy, trenerzy etc. etc., gdy tymczasem wiecznie czujna niby żyjący Lenin, bezpieka, zwłaszcza ich złowrogi IV departament osobliwie nie wpadł na tak prosty i zarazem genialny pomysł, aby uczynić z "wrogów ludu", czyli osób duchownych - seryjnych pedofilów.

O, jakież to niewybaczalne niedopatrzenie, co za błąd, by zamiast wykazać rzekome przez Kościół deprawowanie dzieci i młodzieży, tenże departament z maniakalnym uporem robił z księży awanturniczych politykierów, finansowych przekrętasów, pijaków oraz dziwkarzy.
Osobliwie zapomniano też o homoseksualizmie, który przecież równie jest stary niczym spoczywająca na dnie Morza Martwego - Sodoma i Gomora.

Nic to, użytkowniku [...], pióro w dłoń, kop do kompa i z junacką pieśnią na ustach, zaczynającą się od słów: "Hej, młoty, do roboty, a niebieskie ptaki, do paki...", wspólnie [...] do dzieła!

Tylko proszę nie zapominać, że ofiary pedofilów z pańskiej profesji, jeszcze mają duuuuużo do opowiedzenia.

Na dodatek dopisuje im doskonała pamięć oraz solidarnie się łączą w swoich traumatycznych wspomnieniach. Ponadto nie kłamią, ponieważ nie posiadają w tym żadnego - merkantylnego oraz nie tylko - interesu.

Zaszczute dzieci
Motto:

"Wielu molestowań udałoby się uniknąć, gdyby relacje między rodzicami były zdrowe - mówił abp Józef Michalik. - Często wyzwala się ta niewłaściwa postawa czy nadużycie, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, ono szuka. I zagubi się samo i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga..."

Żądnych publicystycznej sensacji od razu rozczaruję. W zaprezentowanym tekście nie będzie nic o tak zwanych świniach-nauczycielach czy sukienkowych gorszycielach. Obecna historia wydarzyła się 55 lat temu, zaś bezwiedną jej bohaterką była sześcioletnia dziewczynka.

Rodzice Haliny, skądinąd wyjątkowo przyzwoici ludzie, skromni urzędnicy w małym miasteczku [ojciec : magistracki referent, matka: pani z pocztowego okienka] żyli ze sobą niczym przysłowiowy pies z kotem. Ich permanentne konflikty siłą rzeczy przenosiły się na dzieci: dwóch synów i córkę. Opowiadała Halina, iż prawie nigdy nie było w jej domu spokoju, ponieważ parę razy w tygodniu urzędował [na plecach i nogach chłopców] ojcowski pas, zaś na jej pośladkach oraz rękach - mamina trzepaczka.

Zdarzyło się któregoś roku, iż naprzeciwko domu, w którym mieszkała Halinka, rozpoczęto budowę obiektu "użyteczności publicznej".
Ciekawskie z sąsiedztwa dzieci plus ona z braćmi, nie zważając na grożące im kary, raz po raz przemykali się na teren budowy, gdzie właśnie tam - po fajrancie - najlepiej im się bawiło.

Oczywiście, zatrudnieni na czas przerwy dozorcy, z wrzaskiem przeganiali koleżeństwo, aż pewnego razu pojawił się nowy stróż w osobie cichego, łagodnego, delikatnie uśmiechniętego "pana Władzia".
Pan Władzio na nikogo nie krzyczał i pan Władzio nikogo nie przeganiał, pozwalając bawić się dzieciakom w zasięgu swojego wzroku.
Miał widocznie dobry wpływ na nieproszonych gości, skoro towarzystwo - bez żadnych protestów - kręciło się w kółko po wyznaczonym im przez pana Władzia terenie.
Ponadto, pan Władzio dużo rozmawiał z dzieciakami i często zapraszał je do swojej kanciapy, częstując to kawałkiem placka, kiedy indziej dropsem, czy nawet kostką deserowej czekolady.

Halinka bardzo polubiła pana Władzia, zresztą ze [szczerą] wzajemnością. Szczególnie lubiła przychodzić do "wujka", gdy ten był sam. Ciepło elektrycznej kuchenki, zapach papierosowego dymu i grzejący się do popołudniowego słońca kundelek Ciapek, przynosiły małej osobliwy spokój oraz poczucie bezpieczeństwa, dlatego - prawie nie zwróciła na uwagi - na taki drobiazg, że trzymający ją na kolanach pan Władzio wsunął rękę do jej majtek i zaczął głaskać po pupie...
Głaskać, wyłącznie, głaskać, ponieważ - zwierzała się po tych 55 latach - jeżeli całował ją, to wyłącznie w czółko; do niczego nie wkładał jej swojego palca ani też sam nie kazał się nigdzie dotykać.

Odwiedzała pana Władzia przez całe lato, jesienią straciła z nim kontakt.
Nigdy już nie wracała do tamtych wspomnień; przy pierwszokomunijnym rachunku sumienia nawet nie pomyślała o "nieskromnym dotykaniu [przez kogoś] swych wstydliwych części ciała", a i jako nastolatka także nie miała podobnych dylematów.

Problem powrócił w momencie, kiedy zaczęto nagłaśniać związane z pedofilią, skandale.

Zapytywana teraz o ewokujące reminiscencje odpowiada nań bardzo spokojnie:
"Gdyby nie te ustawiczne pohukiwania, poszturchiwania, połączone z biciem potomstwa rodzicielskie awantury, sama nigdy nie zawędrowałabym do stróżowskiej służbówki. U pana Władzia było mi po prostu dobrze. Jego pieszczoty przyjmowałam obojętnie, bo i moje ciało na nic nie reagowało. Jeżeli coś wspominam źle, to wyłącznie wspominam całość własnego dzieciństwa. Zdarzenie z panem Władziem jest jedną z wielu moich życiowych sekwencji."
bezecnik dnia 26.05.2019 21:41
Nawet po wnikliwym przeczytaniu nadal nie pojmuję, w jaki sposób można kogoś o wysokim etosie, kogoś pomazanego wiarą, zmusić do zachowań zoczonych, o ile ten ktoś nie jest zboczeńcem. Normalnego faceta dziecięce obiekty po prostu nie pociągają. Oczywiście ubecy węszyli w środowisku i czy można sobie wyobrazić lepszy hak na księżula-dewianta? Albo będziesz współpracował, albo pójdziesz do pierdla. Jak myślisz, jaka była reakcja przyłapanych farorzy? Ja myślę, że większość poszła na współpracę, ale mogę się mylić. Pytanie co z odpowiedzialnością służb bezpieczeństwa? Znowu potrafię sobie wyobrazić, że ruchanych bachorów nie było im szkoda, bo po co łaziły do kościoła, tego przybytku ciemnoty i reakcji? Czyli dno moralne systemu bolszewickiego, zgoda, co do tego jednak nie można mieć najmniejszych wątpliwości. Ale czy to w jakimkolwiek stopniu zmniejsza winę bezpośredniego sprawcy? Przypominam, że cały czas mówię o księżach. Bo to właśnie do księdza wysyłam dziecko, by było bliżej Boga, nie wyślę je w tym celu do murarza, reżysera filmowego czy noblisty. Od księdza oczekuję, że mojemu dziecku włoży do ust tylko i wyłącznie Hostię.
Anielu, nikt nie nawołuje do palenia kościołów. To sami hierarchowie powinni wypalić ten wrzód na swoim ciele (w przeciwnym razie będą po prostu tym, czym są sutenerzy dla nierządnic). O ile tego nie zrobią, marną widzę przyszłość KK jako instytucji.
P.S. Nie jest pedofilem, a po prostu moralnym degeneratem ten, kto molestuje małoletnią dziewczynę dojrzałą pod względem fizycznym, czyli wyglądającą jak młoda dorosła kobieta. Nie jest pedofilem molestujący nastolatka, który wygląda jak młody dorosły. Tu z kolei chodzi o homoseksualizm. Wydaje się, że media katolickie celowo zamazują tę różnicę, starając się zwalić winę na kogóż? No oczywiście na LGBT. I to się nazywa, Anielu, demagogia. Ale tak bywa, dziecko broni swoich rodziców, rodzice stają po stronie dzieci, nawet kiedy ci (te) dopuszczą się najgorszych zbrodni. I dlatego nie dziwię się, że prawdziwie oddani swojemu kościołowi katolicy zachowuję się w danej sytuacji w sposób daleki od racjonalności.
No i minęła nam ciszy wyborcza :
abirecka dnia 27.05.2019 00:11
No, cóż, bezecniku drogi, wszystko więc wskazuje na to, że osłania(ła)m pedofilię, jak to ujęłam w mailu do zaprzyjaźnionego Księdza:

Reverendissime Monsignore,

znowu w niepolskich internetorach kolejne newsy typu: a to "ksiądz
Michał M.[ten z Tylawy] "odprawia [?] różaniec w Radiu Maryja", a to
wyprowadzono w kajdankach Proboszcza z plebanii w lubuskim, bo donos
zgłosiła jakaś matka, a to...

Aby uporządkować obecną tyralierę i dywanowy atak, to sięgnęłam do
kopii swoich interwencji jeszcze sprzed lat dwudziestu.
Nic nowego, jedynie zmieniła się forma zarówno w czasie przekazywania
samych rewelacji, jak też moich [emocjonalnych] sprostowań [maszynę do
pisania zastąpił laptop, a pocztę zrewolucjonizował mail].

Broniłam przed Terlikowskimi [Tomaszem P. i jego połowicą Małgośką]
Księdza Proboszcza z Tylawy, na którego napuściła "Koszerną"
wściekła popadia-katechetka z tejże Tylawy, ponieważ Ksiądz Proboszcz
nie wyraził zgody na katechizowanie przez nią rzymskokatolickich dzieci.
Rodzice także byli krytycznie nastawieni do nowo przybyłych
grekokatolików - szowinistycznych roszczeniowców.
Rzekome ofiary pochodziły z rodzin dysfunkcyjnych i zbyt często w
kościele się nie pokazywały, więc skąd nagle owe wielce
naturalistyczne opisy "molestowania"?

Śp. Księdza Prałata Jankowskiego [mimo że od samego początku nigdy nie
żywiłam do Niego [podskórnie] specjalnej sympatii, jednak w obronie
dobrego imienia mojego, podkreślam, mojego Kościoła, energicznie
występowałam.

Dzisiaj przeczytałam wypowiedź Redaktora Marka Lehnerta, która w pewnej mierze zawiera sporo racji, choć nie do samego końca:

https://www.onet.pl/?utm_source=www.wprost.pl_viasg_wiadomosci&utm_medium=referal&utm_campaign=leo_automatic&srcc=ucs&pid=5480cd39-2e39-458a-ab10-24f7997327ba&sid=b177a2c9-166f-4113-9b28-185bbe554807&utm_v=2

Tak, jestem uczennicą świętego Papieża Jana Pawła II, dlatego i
łatwowierną. Nie jest wszak prawdą, iż święty Papież kogokolwiek
oraz cokolwiek krył, bo o to zadbała m.in. Pani dr Wanda Półtawska,
która narażała się Wielebnym swoją, za Spiżową Bramą,
dezynwolturą.

Jak wspominałam w uprzednim mailu przez całą niemal jesień 2013 roku
użerałam się z "wydanymi pisarzami" [ORMO-komuchami] o dobre imię
moich Duszpasterzy. W poprzednim liście nie zamieściłam załączników
[niezbyt obyczajne dialogi] teraz wszak - dla jasności problemu -
zdecydowałam się to uczynić.

I równocześnie, żeby wreszcie powstrzymać te piekielne zakusy
niszczenia [wraz ze mną, ponieważ zawsze po podobnych enuncjacjach,
odchorowuję] więc proszę Księdza o odprawienie dziewięciu Mszy
nowennowych do Matki Bożej - Królowej Kościoła, Polski i Świata.

Czas oraz miejsce obojętne; ofiara pochodzi z mojej wakacyjnej skarbonki
:) Przekazuję ją na konto [...]

Z serdecznymi wyrazami szacunku - an_birecka

P. S. dzisiaj popołudniu wrzuciłam na portal "poezja-polska.pl" swój
ostatni tekst:

http://www.poezja-polska.pl/fusion/readarticle.php?article_id=50320

gdzie bardzo dużo dają do myślenia niektóre komentarze. Zwłaszcza ten,
Roberta Fursa...
Brat Zbigniew dnia 27.05.2019 18:05
liże się Adaś ? skąd ten Adaś? bo nie qwidze bram raju :)
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Współpracują z nami

agencja zatrudnienia

REKLAMA GOOGLE

Pajacyk
[www.pajacyk.pl]
IMAK
VIDEO MAGAZYN
ostatnie wydanie
GRUDZIEŃ 2013

I M A K
internetowy magazyn kulturalny

Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Aktualności
XIV Ogólnopolski Kon...
Lipcowy minikonkurs ...
Informacja moderator...
VII OKP im. Michała ...
Rozstrzygnięcia XXXI...
XIII EDYCJA TURNIEJ...
tomik "Niosę swój k...
Majowy mini-konkurs ...
Prośba o zgłaszanie ...
Kwietniowy mini-konk...
Użytkownicy
Gości Online: 9
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanych Użytkowników: 6 098
Nieaktywowani Użytkownicy: 1
Najnowszy Użytkownik: Domimarzycielka

nie ponosimy żadnej odpowiedzialności za treść wpisów
dokonywanych przez gości i użytkowników serwisu

PRAWA AUTORSKIE ZASTRZEŻONE

copyright © korgo sp. z o.o.
witryna jako całość i poszczególne jej fragmenty podlegają ochronie w myśl prawa autorskiego
wykorzystywanie bez zgody właściciela całości lub fragmentów serwisu jest zabronione
serwis powstał wg pomysłu Piotra Kontka i Leszka Kolczyńskiego

49623889 Unikalnych wizyt

Powered by PHP-Fusion v6.01.7 © 2003-2005