poezja polska - serwis internetowy

STRONA GŁÓWNA ˇ REGULAMIN ˇ WIERSZE UŻYTKOWNIKÓW ˇ IMAK - MAGAZYN VIDEO ˇ AKTUALNOŚCI ˇ FORUM ˇ KSIĘGARNIA "POEZJA"środa, 23.10.2019
Nawigacja
STRONA GŁÓWNA

REGULAMIN
POLITYKA PRYWATNOŚCI

PARNAS - POECI - WIERSZE

WIERSZE UŻYTKOWNIKÓW

WIERSZE /VIDEO/

PIOSENKA POETYCKA /VIDEO/

IMAK - MAGAZYN VIDEO

WOKÓŁ POEZJI /teksty/

WOKÓŁ POEZJI /VIDEO/

RECENZJE UŻYTKOWNIKÓW

KONKURSY 2008/10 (archiwum)

KONKURSY KWARTAŁU 2010 - 2012

-- KONKURS NA WIERSZ -- (IV kwartał 2012)

SUKCESY

GALERIA FOTO

AKTUALNOŚCI

FORUM

CZAT

KSIĘGARNIA "POEZJA"

LINKI

KONTAKT

Szukaj


Ostatnio dodane Wiersze
Przy stoliku
A
Zwielokrotnienie
rewindykacja
wszystko jakby nic
miłościomanią zagnie...
Nieadekwatnie
wybór nowego
ZNAKI
Niezw...
Wątki na Forum
Najnowsze Wpisy
slam?
...Nobel Dla Olgi To...
Parafrazy
"Co to jest poezja?"...
Ekhm...
Miasto. Wiwisekcja
EKSPERYMENTY
,, limeryki"
alfredki
Czy Peter Handke utr...
Licznik odwiedzin
[licznik]
Mariusz Kalandyk - "Powiększenia" Grzegorza Kociuby - recenzja tomu "Powiększenia. Wiersze z lat 1991-2006"
Wiersz jako powiększenie. To dobra idea. Idea każąca zastanowić się nad powinnościami poznawczymi poezji oraz zbiorem działań estetycznych, które owe założenia czynią wiarygodnymi artystycznie. Piszę o tym zaraz na początku, bo książka Grzegorza Kociuby jest zamierzeniem dla samego tarnobrzeżanina nowym. Stanowi wybór wierszy z czterech dotychczas opublikowanych tomów i z piętnastu lat działalności poezjotwórczej.

Zważywszy na fakt, iż Kociuba wydał niedawno interesujący zbiór tekstów krytycznych, ciekaw byłem strategii, którą wprowadził w swoim zbiorze poezji. Strategii, która byłaby także uzupełnieniem gier krytycznych literata uprawiającego kilka „bożych poletek”. Wszak wybór wierszy łączy w sobie pasję typowo artystyczną z pasją innego rodzaju: systematyzującą własne poetyckie rozpoznania oraz nawiązującą dialog z poetycką optyką innych ludzi piszących wiersze.

Nie przypadkiem więc na trzeciej stronie okładki znajdziemy opinie krytyków, którzy towarzyszą twórczości Kociuby. Tworzą one interesujący układ odniesień. Pokazują punkty węzłowe ideowego i artystycznego zamiaru. Częściej ideowego. Czytamy więc i o zapisie ważnych osobistych doświadczeń (Krzysztof Lisowski), i o otwartości w opisie swojej egzystencji (Janusz Drzewucki), i o charakterystycznej dykcji pytań (Karol Maliszewski), i także o poszukiwaniu pełnej świadomości, która pozwoli rozpoznać swoje miejsce w chaosie wielu zdarzeń, losu, życia (Stanisław Chyczyński). Krzysztof Karasek doda jeszcze, że Kociuba „potrafi podporządkować sobie wizję, która w nim zamieszkuje”.

Mamy więc także soczewkę, którą ustawia przed nami sam poeta. Soczewkę problematyzującą jego twórczość w postaci powyższych powiększeń i krystalizacji. Charakterystycznych przecież, a z punktu widzenia samego poety wybranych świadomie i w określonej intencji. Warto ją teraz zwerbalizować; sprawdzić, w jakich to powiększeniach lubi oglądać swoje wiersze sam zainteresowany.

Wydaje się, że sednem owych przybliżeń jest plan egzystencjalny z obsesyjnie ponawianą próbą odpowiedzi na pytanie, jakie są źródła – i czy w ogóle istnieją – własnej tożsamości oraz co może stać się jej ostatecznym fundamentem?

Gdy oglądamy Kociubowy wybór, zwraca uwagę zamysł kompozycyjny tomu, jego czasowy i przestrzenny porządek: sugestie w tym względzie. Porządek temporalny sygnowany jest w wierszach otwierających przez figurę dnia, doby, wycinka egzystencji zamkniętego w takim właśnie czasowym interwale. Tom rozpoczynają przecież dosłowne i metaforyczne „sekwencje poranne”. Dotyczą początków; poranku życia, istnienia oraz porannych czynności wstępnych każdej pojedynczej egzystencji, już jakoś zakorzenionej w codziennych rytmach i czynnościach nawykowych.

Szczególne jest to jednak poszukiwanie. Dotyczy bowiem przede wszystkim prapoczątków trwania jako takiego oraz szukania okruchów pamięci o tym trwaniu w rytuałach codzienności. Kociuba jest w tym poetą unikatowym, obsesyjnym, przejmująco konsekwentnym. Trzeba dodać, że niezbędne jest tutaj posługiwanie się kategoriami z pogranicza teorii archetypów i krytyki mitograficznej, by przynajmniej próbować zrozumieć owe intencje. Kociuba żyje bowiem we wnętrzu żywiołów, a próbą opowieści o tym istnieniu staje się prywatna mitologia, ustanawiana na nowo w wielu wierszach, gdzie język wyobraźni łączy się z archetypami próbującymi nazwać i oddzielić to, co stanowi początek „odróżnorodnienia” od tego, co łączy nas we wspólnym, nieświadomym, biologicznym, chtonicznym. Pragnę podkreślić, że ta prywatna mitologia jest ustanawiana, ponawiana, przetwarzana, obsesyjnie rozgrywana w obszarach własnej świadomości, jakby tam było właściwe i jedyne źródło światła, sensu, ontologicznego zakotwiczenia.

Owa sytuacja jest nie tylko paradoksalna (absurdalna), jest konieczna. Stanowi mitologiczny lub archetypiczny, gorączkowo ponawiany, akt założycielski własnego istnienia. Można się zastanawiać, co takiego się stało w „archeologii” dziejów osobniczych tego poety, jakie kataklizmy wywołały podobny wstrząs poznawczy, który każe szukać na nowo granic swojego istnienia, przekraczać je w akcie transgresji wyobraźni, rozpływać w tym, co stanowi niezróżnicowaną jednię i – wracać na nowo do obszarów jednostkowego trwania? Indywidualnego cierpienia? Poeta nie tylko we śnie budzi się „wewnątrz swej matki” i krzyczy „przerażony sobą” („We śnie”, s. 10). Ma przekonanie, że był wcześniej i trwał w pierwotnych warstwach istnienia, był i jaskinią, i orłem, i krwią wszystkich żywizn. Miał pewność, że istniał inaczej, pisze:

     (…) czasem spada na mnie pewność
     że istniałem gdzie indziej
     zanim wargi matki
     wypluły mnie – ślepą pestkę życia
     wprost na rozwartą dłoń ziemi
     gdy otworzyłem oczy
     ujrzałem pochylone nade mną
     twarze żywiołów

     („Początek”, s. 9)


Najgorsze jest przebudzenie. Budzenie się wprowadza świadomość w stan atawistycznego lęku, rani, oddaje w pacht żywiołom codzienności, które nie mogą, nie są w stanie uratować sensu. Są zbyt oczywiste, przewidywalne, miałkie. Są pułapką, więzieniem, kolonią karną. Wyrywają z obszarów pierwotnej niewinności, potencjalności.

Logiczną więc staje się dalsza podróż. I autor nie szczędzi nam opisów przystanków, miejsc przemyślnie wykreślonych, mapy myśli i obszarów kreacji. Czas jako artystyczny pretekst, ale i zapis obsesji mitotwórczej, wyparty zostaje przez inny żywioł: przestrzeń. Wyprawca do wnętrza własnej świadomości zmienia się w Podróżnika. Turystę.

Pierwszy nie jest drugim ani też odwrotnie. Inaczej: pierwszy jest punktem pozornym na horyzoncie, celem, projektem, heroicznym zamierzeniem, drugi – portretem człowieka zwyczajnego. Kompulsywnego lub fatalistycznie pogodzonego połykacza codziennych odległości.

Jest jeszcze jeden osobnik: ktoś od ról społecznych, masek, obowiązkowych danin na rzecz codziennego dziania się w jego przewlekłych stanach zapalnych zwykłości, powtarzalności, rutyny, zmęczenia, uwięzienia…

Przejmująco traktuje ów fakt poniższy fragment, portret zbiorowy:

     drzewa powtykane niedbale
     w brudny śnieg (…)
     manekiny
     wchodzące do autobusu
     i opadające ciężko
     na pocięte siedzenia
     niebo (…)
     gdybym wycisnął ten obraz
     może zostałaby w dłoni
     tylko kropla
     żółci

     („Poranny pejzaż”, s. 21)


Poczucie obcości ma swoje jeszcze bardziej dramatyczne kształty i psychiczne skutki. Widać je w relacjach najbardziej podstawowych – ojca i syna. Miłość jest tu także naznaczona fatalistycznym znakiem „odróżnorodnienia”, pierwotnego skażenia, zerwania więzów:

     mój syn na moim sercu
     nagle się rozpłakał
     odwraca oczy
     jakby nie mógł udźwignąć
     mej twarzy

     („Syn”, s. 22)



     z jego wiedzą radosną cóż może mnie łączyć
     Jakże mógłby zrozumieć me rozliczne trwogi
     zawsze na antypodach – choć przecież syn z ojcem
     Tuż obok siebie – a w miejscach odległych

     („Autoportret z synem”, s. 23)


Podobnie rzecz się ma z innym rodzajem intymności. Czytamy: „ale zanim dłoń zatknę na iglicy szczytu / znów runę z grudką smutku w poranionych palcach” („Leżymy”, s. 84). Sam akt miłosny zakłada obowiązek bycia strażnikiem; jest on dekretowany, racjonalizowany, formułowany jako zadanie. W swoim szlachetnym kształcie odwołuje się do etyki obowiązku: „muszę strzec jej snu” – mówi poeta, „bo jestem strażnikiem jej pulsującego oddechu” („Post coitum”, s. 85).

Figurą losu jest w wielu wierszach Kociuby uwięzienie. Pułapka istnienia jako fakt egzystencjalnie nie do zaakceptowania bywa nieustannie w tomie ostatnim zapisywany. Bohater tych wierszy jest w pełnym tego słowa znaczeniu figurą „obcego”, trędowatego, naznaczonego nieusuwalną skazą, błędem, znamieniem. Owa obcość ma tylko pozornie charakter społeczny czy też psychiczny. Nie jest także figurą Mizantropa.

Obcość ma tu charakter pierwotny, wynika z sedna przeznaczeń ludzkich, a zapisywana jest przez człowieka „bez skóry”, człowieka poparzonego przez to coś, co nazywamy naszym istnieniem. Ciekawie z tego punktu widzenia wyglądają autoportrety Kociuby. Jeden z nich nosi tytuł „Autoportret w pułapce”… Pułapką jest tu sam człowiek, jego jaźń, która młóci bezustannie te same obrazy, obsesje, motywy, słowa. Znajdziemy tu zapis skrajnego umęczenia sobą samym, wnyki solipsyzmu, gdzie „wszystko patrzy na mnie / moimi oczami” i nie widać żadnej drogi ucieczki. Pozostaje fatalistyczne czekanie do końca; do momentu „aż zgaśnie we mnie lampka”.

Znajdziemy też inne. Stanowią w porządku tomu kompozycyjne zworniki; są jak szczególny rodzaj refrenu; tworzą jeden z porządków rytmicznych i zamykają fragmenty zbioru w postaci osobistej, intymnej, lirycznej kody. W autoportretach zbiegają się najważniejsze nitki dramatu wyobraźni poety. Są równocześnie znacznikami obsesyjnie zorientowanej świadomości; opisują dzieje poetyckiego ustawiania sensów i ich waloryzowania. Obserwowanie tej historii nie jest łatwe. Kociuba wydaje się dochodzić do granicy pewnego doświadczenia poetyckiego; ekstremalnego pod względem językowym i egzystencjalnym. Ów tom powiększa, a często i wyolbrzymia to, co chętnie schowalibyśmy w komorach naszej nieświadomości, a klucz wyrzucili na dno dryfującego w nas morza plemiennych rytuałów.

Co ciekawe, w zbiorze znajdziemy także – zakotwiczone kulturowo – miejsca osobne. Nie powiem: ocalające, bo byłoby to stwierdzenie na wyrost. Przestrzeń to czas wędrówki Podróżnika do miejsc Początku. Nie ma tam Baumanowskiego Turysty. Jest ktoś, kto świadomie podejmuje podróż, by się w niej odnaleźć i zasypać dystans między sobą a światem. Przestrzeń wędrowania do miejsc kulturowo naznaczonych skraca albowiem ów dystans. I daje szanse na wprowadzanie możliwych do chwilowego chociaż zaakceptowania przez zarażoną zwątpieniem świadomość figur mediacji. Wyraźnie widać to w Kociubowych wierszach podróżnych. Nie przypadkiem na siedemdziesiąt trzy wiersze zbioru jest ich aż dwanaście. Nie liczę tych, gdzie motyw wędrówki jest bardziej zmetaforyzowany i ma konotacje bardziej literackie niż przestrzenno-geograficzne, warunkujące możliwość kulturowej ekspiacji. Poprzez wiersze podróżne możemy podjąć próbę zrozumienia sensu ostatnich sekwencji tomu, a tam następuje kulminacja artystycznych i światopoglądowych wyznań. Zawierają się one w wierszach-autoportretach: teologicznym, afirmującym, z przesłaniem.

Zanim o nich powiem, pragnę zwrócić uwagę na sekwencje poprzedzające – owe wiersze podróżne. Podróżnik staje się tu poszukiwaczem sensu, sama podróż ma łagodzić sceptyczne zarażenie, sceptyczną infekcję. Sprawić, że pokazywane obrazy zalśnią na ekranie świadomości czystym blaskiem. Nie dopuszczą do powstania żadnego indywidualistycznego zapośredniczenia.

Widoki Ziemi na tyle mocne, że przebijają się przez strefę osobistych zwątpień i wytworzonych przez nie obsesji. Pozwolą wrócić do starego kulturowego łożyska, gdzie hierarchii jeszcze całkowicie nie zburzono, a opowieści o początku ukryte są w surowym pejzażu Ziemi widzianej przez pryzmat archetypu początku. Narodzin. Takiego właśnie podejścia szukam, czytając wiersze: „W Wenecji”, *** [tutaj wszystko], „Meteory”, „Wielki błękit”, „Na Górę Mojżesza”, *** [góry na horyzoncie], *** [woda która oczyszcza].

I nie znajduję.

Tu również dokonał się akt nihilizującej implozji sensu. Tu także niszczycielska samoświadomość wykonała pewnie swoją robotę. Tu również zamieszkało zwątpienie, a jego wirusy skaziły święte miejsca Pielgrzymowania. Uczyniły je daremnym.

Bo Powiększenia Grzegorza Kociuby są nieustannym zamawianiem siebie, tak jak się „zamawiało” kiedyś chorobę, i zapisem dramatu indywidualizacji. Przerostu. Spekulacji. Nieufności. Kwintesencją owych cech są słowa kończące wiersz „Na Górę Mojżesza”:

     może tu i był
     ale kto odnajdzie
     jego gniew strach miłość

     (s. 58)


Bohater wierszy Kociuby był na pewno kiedyś nieco inny. Przeglądam wcześniejsze tomy i sprawdzam ich zawartość. Wybór, którego poeta dokonał, nie pozostawia wątpliwości. Tym zbiorem dokonuje zamknięcia. Zdaje sprawę z przebytej drogi i jednocześnie pokazuje swoje wykładniki spraw istotnych, niezbędnych do poetyckiego wyartykułowania.

Współczesny poeta jest człowiekiem mówiącym „nie”, jest organicznym kontestatorem, zapisywaczem rozczarowań, analitykiem rozpaczy, wytrawnym graczem z nihilizmem swojego czasu. Człowiekiem z tego względu integralnym. Estetycznie dopełniającym pewien projekt. Zamykającym rozpacz w wyrafinowanej formie wiersza i swoje światopoglądowe rozpoznania w kompozycyjnych rytmach zbioru-podsumowania.

Ostatnie trzy wiersze-autoportrety oraz „Epifanie” każą projektować – mimo tak pesymistycznych rozpoznań – jakieś kontynuacje. Zamykają zbiór na sposób niemal oświeceniowego sceptyka fatalisty, który wie, że popadł w dramatyczne terminy i musi je przezwyciężyć. Tworzy więc retoryczne zabezpieczenia przed chaosem, zapory przed nadmiarem zwątpień. Pisze prosto o podstawowych intelektualnych i etycznych obowiązkach, chociaż ani na moment nie traci poczucia dwuznaczności, swoistego cieniowania wcześniejszych rozpoznań.

Wiersze-epifanie każą mimo to szukać nadziei, nadają artystycznym ustaleniom odcień moralizatorski, dyskretny jednak i uzasadniony. Obrazy tam przedstawione cieszą wyrafinowaniem i subtelnym wyobraźniowym rysunkiem; odsłaniają poprzez symbol nasze archetypiczne wspólnotowe źródła. Nie pozwalają im zginąć w grymasie sceptycznej rytualnej frazy:

     a przecież na polanach stoją białe łanie
     w ich oczach miasto myje pokrwawione dłonie
     ziemia wreszcie podnosi umęczone ciało
     człowiek uwalnia ptaka z sideł swojej mowy (…)
     więc trzeba iść przeczuciem krążyć wokół miejsca
     gdzie stoi w białej szacie oparty o skałę
     ogrody jego oczu wciąż na nas czekają
     lecz zatruci pustynią nie chcemy w nie wejść

     (s. 124)


Poeta dokonuje na naszych oczach Pascalowskiego zakładu – aktu, w którym z pełną świadomością opowiada się za tym, co nietrwałe, poddane rozpadowi, kulturowo porozbijane na części i – bezbronne. Ów akt jednak nie cieszy, nie przynosi ulgi, jest dramatyczną wiwisekcją umysłu współczesnego człowieka, który nie może uciec od dramatycznych pytań i jeszcze bardziej przerażających odpowiedzi, i mimo to podejmuje trud scalania: dyskretny, stonowany, pełen staroświeckiej szlachetności. Albowiem –

     skoro już tego dotknąłeś
     spróbuj mimo wszystko istnieć
     intensywnie być
     otwarty czujny spokojny
     wewnątrz pohukującego wulkanu

     („Autoportret z przesłaniem”, s. 150)



Grzegorz Kociuba, Powiększenia. Wiersze 1991-2006, Kraków 2009, s. 152.

Komentarze
Anastazya dnia 16.05.2011 13:40
Podobają mi się zapiski wierszy. Nie lubię natomiast łączników "me" a tutaj występują takowe. Oczywiście nie jestem poetką, więc daleko mi do krytyku. Przeczytałam recenzję z przyjemnością.
pawel kowalczyk dnia 16.05.2011 18:51
Przyznam sie ze nigdy wczesniej nie zajrzalem do tego dzialu, podoba mi sie powyzsza recenzja. Uswiadomila mi na przykladzie calkowicie przypadkowo wybranego poety przez duze P ze na skali od jednego do stu jestem na poziomie 0.5...:)
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Współpracują z nami

agencja zatrudnienia

REKLAMA GOOGLE

Pajacyk
[www.pajacyk.pl]
IMAK
VIDEO MAGAZYN
ostatnie wydanie
GRUDZIEŃ 2013

I M A K
internetowy magazyn kulturalny

Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Aktualności
XIV Ogólnopolski Kon...
Lipcowy minikonkurs ...
Informacja moderator...
VII OKP im. Michała ...
Rozstrzygnięcia XXXI...
XIII EDYCJA TURNIEJ...
tomik "Niosę swój k...
Majowy mini-konkurs ...
Prośba o zgłaszanie ...
Kwietniowy mini-konk...
Użytkownicy
Gości Online: 13
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanych Użytkowników: 6 098
Nieaktywowani Użytkownicy: 1
Najnowszy Użytkownik: Domimarzycielka

nie ponosimy żadnej odpowiedzialności za treść wpisów
dokonywanych przez gości i użytkowników serwisu

PRAWA AUTORSKIE ZASTRZEŻONE

copyright © korgo sp. z o.o.
witryna jako całość i poszczególne jej fragmenty podlegają ochronie w myśl prawa autorskiego
wykorzystywanie bez zgody właściciela całości lub fragmentów serwisu jest zabronione
serwis powstał wg pomysłu Piotra Kontka i Leszka Kolczyńskiego

50591088 Unikalnych wizyt

Powered by PHP-Fusion v6.01.7 © 2003-2005