|
Pięćdziesiąta ósma zdrowaśka. Spodnie wytarte do kości.
Taka ładna pogoda a szepty w proch roztrzaskują witraże.
W kryptach cisza - grobowa, echo zanika kilka centymetrów
pod posadzką.
Nierówny rytm serca - pierwsze zwiastowanie przejścia.
Pod kopułą meczetu, w woskowym świetle cerkwi
dzieje się to samo. Z różnicą językową.
Tanie zachody słońca upijają wiernych, na różne sposoby.
Zależnie od wyznania.
Później pielgrzymki piesze i zmotoryzowane do miejsc
zapomnienia. Modlitwy słane mailem.
Chociaż adresat raczej nieznany.
Dodane przez Wierszopis
dnia 04.11.2011 17:36 ˇ
6 Komentarzy ·
250 Czytań ·
|