|
Znów wiosna kości kota wygrzewa,
znów pąkami trzeszczą drzewa,
już można otworzyć okna na oścież,
już można zapatrzeć się na przechodniów.
Majaczysz w przygarbionej bramie,
wspomnieniem chłodu w futrzanej czapie,
czas nie był dla Ciebie łaskawy,
zresztą może bardziej dla mnie.
O, już samotności cienka zupka bulgocze
na naszym kiedyś, wyleniałym piecyku,
właściwie nie czuje już głodu
ale jem, z przyzwyczajenia po trosze,
i chyba za Twoje zdrowie.
Obiecywałam w drewnianym, spróchniałym kościółku;
dziś nie wiem sobie mocniej, czy Bogu;
słów już wspólnych, dla nas nie znaleźć,
a tak by się chciało pogadać.
I nie wiem czy wiarołomstwa się boję,
czy już tak bardzo zapadłam w grób tej chaty,
za życia, bez życia, ksiądz, żałobnik i zmarły,
ja - wszechstronna uczestniczka pogrzebu.
I łzy nad tym zdjęciem spłowiałym,
i słowa przez sen mamrotane;
i kot stary którego nie wziąłeś
zrzucając na mnie i winę i karę.
Dodane przez Wierszopis
dnia 23.03.2009 21:30 ˇ
2 Komentarzy ·
460 Czytań ·
|