|
Tak po polskochłopsku napiłem się wódki
pod kiszonego, ze szklanki,
tak siarczyście splunąłem na drogę,
z takim uczuciem kurwą rzuciłem.
z taką mocą zacisnąłem pięści,
taką bluznąłem wiązanką w kierunku
tych wszystkich którzy nie robią mi dobrze;
(raczej źle, po złości, na przekór),
że aż Zenek zadrżał ze strachu
i wsparł się o wiatę przystanku.
Kiedy wszystko co było już pękło,
wróciłem ze śpiewem na ustach,
do domu, pan i władca na włościach,
zasiadłem "zmęczony" w fotelu.
I wpatrzony w Ciebie już śpiącą,
dałem sobie w mordę - tak po męsku;
złożyłem pocałunek na czole
i że nigdy więcej łamiącym się głosem.
Taka polskochłopska przysięga;
wiążąca, dopóki znów nie poczuję
potrzeby splunięcia na drogę,
wzmocnienia kurwą egzystencji.
Dodane przez Wierszopis
dnia 29.03.2009 22:36 ˇ
9 Komentarzy ·
471 Czytań ·
|