|
Pociąg gładko rozbrzmiewa na szynach,
grzesznym strumieniem kawa spływa
do spragnionego goryczy gardła,
(kilka kropel zresztą na dywan),
i ta noc znów nie jest martwa
chociaż przecież ją już zabiłem.
Księżyc kretyn wciąż uśmiechnięty
drąży dziurę w zasłonach i szybach,
swoim blaskiem zalewa mą ciemność,
którą chciałem dziś pielęgnować,
dużą dawką dymu okadzać.
Czuje w kościach idące zmiany
może nie tylko w pogodzie,
walę głową w bębenek blaszany
zawieszony pomiędzy sobą i Tobą.
Piwo kłamstwa pod mostem miłości
skrycie, łapczywie wypite
ku zaprzeczeniu dorosłości.
Czasami myślę że czeka nas życie,
czasami że tylko namiastka.
Pociąg zamarł gdzieś u granic miasta.
Dodane przez Wierszopis
dnia 29.06.2009 05:39 ˇ
5 Komentarzy ·
580 Czytań ·
|