|
Kiedy pod balkonem przemyka,
zawsze nieproszonym będąc gościem,
dyskretnie spluwa przez lewe ramie,
na psa urok i nienarodzone dzieci.
Kiepskie liryki spłodzone w tajemnicy
chowa do kosza na brudną bieliznę,
zakłada że przydadzą się na później,
na podpałkę lub odpowiednio złożone
sprotezują meble.
Gęstym zarostem wygładza okoliczne
ławki i zarośla, wszystkie te miejsca
gdzie mógłby zostać męczennikiem,
mordercą, szaleńcem, kochankiem,
poetą w ostateczności.
Dodane przez Wierszopis
dnia 04.08.2009 03:58 ˇ
10 Komentarzy ·
615 Czytań ·
|