|
Twarde pacierze różańców rytmizują psalmy,
udowadniają swe istnienie podkasując sutanny,
chłodne nawy kościołów umęczone starością
nie mogą się już obejść bez chodzików rusztowań.
W upalnym miesiącu nisan pot zalewał czoła,
w śliskiej ręce trudno było utrzymać włócznie,
przekleństwa mieszały się w kilku językach,
wino kiepsko gasiło pragnienie.
Pozostała ściana płaczu, interpretacja na setki
sposobów, helikoptery przeraziłby Rzymian,
Poncjusza, Sanhedryn i innych ziomków Barabasza,
może nawet oliwki zmieniły smak i zapach.
Dodane przez Wierszopis
dnia 11.08.2009 16:02 ˇ
8 Komentarzy ·
585 Czytań ·
|