|
Codziennie wstaje podmuchem skrzydeł motyla uśpiona,
zmaltretowana godziną, pobudką i wschodem.
Wychodzę na taras ten - przedwojenny
i pijam herbatę w stronę zachodu.
A potem znowu wychodzę do szkoły
i zapominam o najważniejszym.
O tym, że noc była taka piękna i gwiazdy na niebie były jak świeczki na przyszłym torcie,
że widziałam niezwykle kolorowy obraz na niebie -
namalowany, jakby przez nieuwagę - ręką Boga,
że wczorajszy podmuch wiatru przypominał
zapach bazylii,
i że jakby wszystko zostało wymazane,
zapomniane, markerem wchłaniającym rzeczywistość.
Dodane przez Szarlotka
dnia 15.10.2009 09:05 ˇ
5 Komentarzy ·
364 Czytań ·
|