|
Z rachunku prawdopodobieństwa wydedukowałem
że w systemie zero - jedynkowym nie zadziałam, ponoć
nie ma nic doskonalszego, marginalna więc ze mnie kreska,
ta która obrazuje ruch, choć w bez pozostaję.
A bzy dobijają zapachem, próbowałem z nich nastawić wino,
nieukończona fermentacja zaskoczyła mnie o poranku,
w szkle tańczyła mgła znad rzeki i przebijała na wskroś
psie budy przeznaczone na rozpałkę.
Byłbym może i płakał, załamywał ręce, ale poziomki
odnalazłem na łące i tataraki na ajer - koniak,
tylko śmiać się mogłem - do rozpuku, ostatecznie
zrozumiałem: nigdy nie będę dobroczyńcą ludzkości,
ani najmarniejszym nawet diabłem.
Czas składać zabawki i do domu się zbierać,
o ile go jeszcze raz odnajdę.
Dodane przez Wierszopis
dnia 16.10.2009 10:05 ˇ
2 Komentarzy ·
458 Czytań ·
|